niedziela, 19 stycznia 2014

[ 01 ]

* Stratford *
Po śmierci Josha, policja mnie przesłuchiwała wiele razy, nawet uważali, że to ja go zabiłam. Owszem zrobiłam to, byłam świadoma swojego czynu i nie żałuje tego. Jednak policja była tak głupia, że pomineli jeden kluczowy dowód, mianowice moje wcześniejsze zbrodnie. Tak, to nie pierwszy raz, wybieram ofiary, które są podobne do mojego ojca. Rozkochuje ich a kiedy robią dla mnie wszystko, zabijam, mam pewność, że nikogo nie skrzywdzą jak mój ojciec mnie i mame. Zabiła się przez niego, to wszystko jego wina, do tej pory widze obraz jej śmierci. Mówią, że czas leczy rany, jednak to gówno prawda, ja doskonale pamiętam. Pamiętak każdy szczegół z dnia, w którym umierała, jak bardzo cierpiała. Samuel próbuje mi pomóc, jednak pomysł z psychiatrą to, totalne dno. Pewnie myśli jak wszyscy, że jestem psychiczna, w końcu zabiłam 8 osób. Nikt nie wie o moich ofiarach, do tej pory udawało mi się to doskonale tuszować, jednak z Joshem coś poszło nie tak. Skończyło się na podejrzeniach, nie mieli wystarczającej ilości dowodów aby mnie zamknąć.

Dzisiaj mam zanieść papiery do nowej szkoły, z poprzedniej mnie wywali za sprawe z Joshem. Zrobiło się za dużo szumu, nawet nie wiem o co, to tylko jeden facet. Wstałam z łóżka, ubrałam białą bokserkę i szorty, włosy pozostawiłam rozpuszczone a makijaż zrobiłam podstawowy. Przejrzałam się w lustrze, jak na niewinną uczennice powinno być dobrze, zaśmiałam się. Chwyciłam torbę z potrzebnymi rzeczami i białą teczkę z dokumentami, zbiegłam na dół. Założyłam trampki, chwyciłam skórzaną kurtkę i byłam już gotowa. Skierowałam się do drzwi wejściowych, nacisnełam klamkę i wyszłam. Rozejrzałam się w poszukiwaniu brata, nie chciałam aby się martwił, że bez słowa wyszłam. Dostrzegłam go na podjeździe, grzebał coś w aucie, jak zawsze. Podeszłam do niego od tyłu, objełam dłońmi wokół tali i przytuliłam. Czułam jak się uśmiecha, uwielbiał jak tak robiłam, z resztą który facet tego nie lubił. Mogłabym napisać poradnik uwodzenia facetów, jednak wtedy bym nie była orginalna.
- Ide złożyć papiery do nowej szkoły. - oznajmiłam odrywając się od ciała Samuela, odwrócił się w moją strone i oparł tyłek o maskę auta. - Podwieziesz mnie? - zrobiłam minkę zbitego szczeniaka, zawsze to działa na niego i tym razem też powinno. Zaśmiał się moledyjnie, pokręcił głową z rozbawieniem i wyciągnął kluczyki od auta. Podał mi przedmiot, byłam ździwiona i nie rozumiał jego czynu.
- Pojedziesz sama, ja mam dużo roboty. - rzuciłam mu się na szyje, taki gest z jego strony to rzadkość. On poza swoimi autami świata nie widzi, dla nich oddałby życie. Ruszyłam do samochodu, wsiadłam i odjechałam.

Wysiadłam z auta braciszka, czułam wzrok lasek, zapewne zazdrosnych. Posłałam im uśmiech, który odwzajemniły jednak po chwili otrzymały ode mnie pozdrowienia środkowym palcem. Ich miny bezcenne, laski z toną tapety na mordzie i myślą, że tak zdobędą faceta. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam w strone budynku, trwała przerwa. Musiałam przeciskać się przez bande bachorów do pokoju dyrektora, po jakimś czasie męczarni dotarłam pod wyznaczony pokój. Zapukałam jak grzeczna uczennica i weszłam do środka, dyrektorka przywitała mnie z uśmiechem. Usiadłam na przeciwko niej ze sztucznym uśmiechem, dawno powinna być na emeryturze a nie siedzieć w tym miejscu. Podałam jej teczkę ze wszystkimi dokumentami, z uwagą wetowała każdą kartkę. Po skończonej czynności swój wzrok przeniosła na moją znudzoną osobe siedzeniem tutaj, zmierzyła mnie uważnie wzrokiem.
- A więc panno Lewis. - powiedziała uważnie wypowiadając moje nazwisko, uniosłam brew do góry, w geście pytającym. - Dlaczego masz zakaz kontaków z płcią przeciwną? - przyglądała mi się z uwagą, mogę powiedzieć śmiało, że wierciła mi dziurę w ciele. - Więc? - poganiała mnie.
- Nie odrabiałam prac domowych i oblewałam egzaminy. - w środku miałam ochote wybuchnąć śmiechem za genialną wymówkę, jednak powstrzymywałam się od tego czynu. Spojrzałam za okno, grupka chłopaków biegała na boisku, ale żadnego nie było dla mnie. Wróciłam wzrokiem na osobę dyrektorki, która znowu wetowała moje dokumenty. Znudzona tym siedzeniem westchnełam głęboko, co przykuło uwagę kobiety.
- Masz jeszcze spotkania z psychiatrą. - pokiwałam twierdząco głową, nie miałam ochoty się wysilać. - Witamy w naszej szkole. - wstała i wyciągneła w moim kierunku dłoń, zrobiłam to co kobieta i uścisnełam jej starą dłoń. Zadowolona faktem, że rozmowa dobiegłam końca, wyszłam z pokoju. Na korytarzu panowała cisza, jedynie pojedyńcze dźwięki z sal, obijały się o moje uszy. W ciszy dotarłam do sekretariatu, gdzie odebrałam plan lekcji.

Wyszłam przed budynek, w którym jeszcze chwile wcześniej się znajdowałam. Oparłam się o poręcz schodów, wyjełam paczkę papierosów a z niej jednego papierosa, które umieściłam w ustach i zapaliłam. Zaciągnełam się dymem nikotyny,  poprawiłam bokserkę aby bardziej uwydatniała moje piersi, w końcu czas zwabić ofiarę. Czekanie na przerwę nie trwało długo, zaciągnełam się może z 3 razy i dzwonek zadzwonił, oznajmiając przy tym upragniony moment dla uczniów. Ostrożnie obserwowałam drzwi wejściowe budynku, z którego co chwilę wychodził ktoś. Zaciągnełam się po raz kolejny dymem, dostrzegłam wysokiego bruneta zbliżającego się do mnie, uważnie zmierzyłam go wzrokiem. Może i był przystojny, jednak nie trafił w mój gust.
- Jeszcze cię złapią i będziesz miała kłopoty. - posłał mi uśmiech, odwzajemniłam go.
- Wyrzucą mnie pierwszego dnia? - zaśmiałam się, wzrok przeniosłam na drzwi w nadzieji, że znajdę jakiegoś przystojniaka. Przed budynek wyszła grupka chłopaków, w oczy rzucił mi się chłopak z grzywką postawioną do góry, jego delikatne rysy pasowały do fryzury, bokserka uwydatniała mięśnie a spodnie opuszczone w kroku dodawały uroku. Z rozmyśleń wyrwał mnie brunet stojący obok mnie.
- Pyskata. - powiedział z uśmiechem, jego wzrok spoczywał na mojej osobie, jednak ja nie byłam zainteresowana jego osobą. Całą uwagę skupiłam na grupce chłopaków, śmiali się. - Może oprowadzić cię? - dobił się jego głos do mojej głowy, dostrzegłam wzrok tego chłopaka z grupki na sobie. Teraz albo nigdy! - krzykneła moje zabójcza podświadomość. Przysunełam się bliżej mojego towarzysza i upuściłam torbę tak, aby było widać, że to z jego strony.
- Coś ty zrobił? - wrzasnełam zwracając przy tym dość dużą uwagę, w końcu o to mi chodziło. Kucnełam aby pozbierać rozsypaną zawartość mojej torebki, brunet zrobił to sam, jednak ja tego nie chciałam. Planu nie było, musiałam improwizować i zdać się na wyobraźnie. - Daj mi spokój! - uniosłam głos.
- Josh daj jej spokój. - usłyszałam nieznajomy głos, podniosłam głowę i dostrzegłam przystojnego osobnika płci męskiej. W mgnieniu oka bruneta nie było, natomiast on kucną i pomógł mi pozbierać rzeczy. Po skończone czynności wstałam, on zrobił to samo. - W porządku? - w jego głosie była troska.
- Nie chciał się odczepić. - wskazałam w strone chłopaka, który jeszcze chwilę temu dotrzymywał mi towarzystwa.
- Cały Josh. - odpowiedział i uśmiechnął się. - Jesteś nowa? - dodał po chwili ciszy z naszej strony, skinełam w odpowiedzi na tak.
- Bardzo to widać? - spojrzałam na czubek swoich trampek, jednak po chwili wróciłam wzrokiem na przystojnego chłopaka. Dostrzegłam jego wzrok na moich piersiach, co spowodowało, że wypiełam je jeszcze bardziej do przodu.
- Trochę. - przejechał dłonią po lini swojej szczęki, wyglądał jakby był zakłopotany. - Justin. - wystawił dłoń w moim kierunku, uścisnełam ją z uśmiechem.
- Naomi.
- Przenoszenie się w środku roku szkolnego nie jest najlepszym pomysłem. - no co ty nie powiesz! Twoja widza mnie normalnie zaskakuje Justin. Zaśmiałam się cicho, co przykuło wzrok jakiejś blondynki. Zmierzyłam ją wzrokiem a ona mnie, nie będzie miło z nią.
- Rodzice zmarli i brat postanowił się przeprowadzić. - mogłam dostrzec w jego oczach współczucie, jednak ja go nie potrzebowałam. - Nie musisz mówić, że mi współczujesz. - dodałam zdecydowanie.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytał robiąc krok w tył. - Może oprowadzę cię jutro po szkole? - posłał mi uśmiech.
- Brzmi kusząco. - ruszyłam w strone samochodu, odwróciłam się aby dostrzec zazdrosne spojrzenia lasek i dostrzegłam spojrzenie Justina na sobie. Udałam speszoną i zawstydzoną, szybko się odwróciłam. Wsiadłam do auta, odpaliłam silnik i ruszyłam.

Wjechałam na podjazd, zaparkowałam auto i zgasiłam silnik. Nie było w pobliżu auta Samuela, więc będzie dopiero wieczorem. Kompletnie nie wiem czym się zajmuje a przynajmniej on tak myśli, prawda jest taka, że bierze udział w nielegalnych wyścigach i z tego ma kase na to wszystko. Mi osobiście nie przeszkadza, uwielbiam ten sport a na brak kasy nie mogę narzekać. Weszłam do pustego domu, rzuciłam torbę na schody prowadzące do góry a sama skierowałam się do kuchni. Wyjełam sok z lodówki, usiadłam na blacie kuchennym i upiłam łyka słodkiej cieczy.
- No to wpadłeś Justin, gre czas zacząć. - zaśmiałam się pod nosem i upiłam kolejnego łyka. Na korytarzu rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu, nie chętnie wstałam i poszłam w kierunku melodi.

Czytasz = Komentarz!
Rozdział 2 = 5 Komentarzy!

5 komentarzy:

  1. Super! Czekam na nexta! / Maja

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham to! Jak najszybciej kolejny rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmm.. super. Podoba mi się stylistyka pisania i wygląd całości. Czekam na nexta. :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww... Cudoowny! Kiedy next?! :* /@spier_dalaj

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest taki inny, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Podoba mi się i teraz czekam na kolejny rozdział, aby szybko się pojawił. :*

    OdpowiedzUsuń