Podeszłam do schodów, na których leżała moja torebka, a w niej telefon. Wyciągnełam urządzenie, spojrzałam na wyświetlacz, numer nieznany. Odrzuciłam połączenie i wróciłam do kuchni, usiadłam na poprzednim miejscu. W mojej głowie krążyło pytanie "Kto to może być?", jednak nie przyszło mi do głowy nic sensownego. Spojrzałam na zegar, który wisiał na ścianie, Samuel powinien zaraz wrócić i będzie głodny. Zeskoczyłam z blatu, podeszłam do lodówki, otworzyłam ją i pojawił się problem. Kompletna pustka dała o sobie znać, jedynie zakupy ją ratują, westchnełam ciężko. Kiedyś trzeba jechać po nie i tym razem padła kolej na mnie. Ruszyłam do wyjścia, po drodze zgarniając torbę i jakąś bluze z wieszaka. Wychodząc z domu dostrzegłam czarne BMW x6, jak się nie myle. Dokładnie zlustrowałam wzrokim pojazd, nic szczególnego nie zwróciło mojej uwagi. Zamknełam dom, ruszyłam do samochodu, wsiadłam i odjechałam. Postanowiłam wybrać Tesco, było najbliżej i wszystko mogłam dostać na miejscu. Mijałam kolejne ulice, domy, jednak czułam się dziwnie, tak jak by ktoś mnie obserwował, patrzył na każdy mój ruch. Rozejrzałam się na boki, jednak nikogo nie było, spojrzałam na lusterko wsteczne i bingo. Te same czarne BMW jechało za mną, tylko po co ktoś miałby mnie śledzić, nie rozumiem tego. Postanowiłam pobawić się trochę z nim, bądź nią, nie wiedziałam kto kryje się za czarnymi szybami pojazdu. Dodałam gazu, znałam te miasto jak własną kieszeń, nic trudnego zgubić ich. Po dłuższym krążeniu w kółko udało mi się ich zgubić, widać że nie wiedzą o skrótach. Zaśmiałam się triumfalnie, jednak dalej chciałam wiedzieć kim jest ta osoba za kierownicą tamtego auta.
Zaparkowałam samochód na parkingu, upewniłam się, że na pewno ich zgubiłam i wysiadłam z auta. Wziełam koszyk, weszłam do sklepu i przemierzałam między regałami wrzucając co rusz jakieś produkty. Kiedy upewniłam się, że mam wszystko, udałam się do kasy, zapłaciłam i zapakowałam w siatki. Wychodząc ze sklepu, dostrzegłam te same czarne BMW, czułam złość w sobie, nie wiedziałam o co może chodzić. Udałam się do swojego auta, a raczej do Samuela. Wpakowałam zakupy do bagażnika, wsiadła do samochodu i odjechałam. Jedyne co teraz mogę zrobić, to przeczekać albo powiedzieć o tym bratu, co by skutkowało zapewne ochroną mnie 24/7. Wygrzebałam telefon z kieszeni, chwilę się po męczyłam przy odnalezieniu numeru Sama, jednak się udało. Chciałam wcisnąć zieloną słuchawkę, aby nawiązać z nim połączeniem, ale ktoś raczył temu przeszkodzić. Na wyświetlaczu widniał numer zastrzeżony, tym razem postanowiłam odebrać, może potem odpuści i nie będzie dalej dzwonił. Wcisnełam zieloną słuchawkę, ustawiłam głośno mówiący.
- Hallo? - rzuciłam skupiając się na drodze, w końcu prowadziłam. Nikt nie raczył się odezwać, cisza zmyliła mnie z tropu, ktoś się ze mną chce bawić. Tylko jest jeden mały problem, ja nie lubie się bawić. - Hallo? - uniosłam ton, nie miałam ochoty bawić się w kotka i myszkę. - Kim kurwa jesteś? - niemal wykrzyczałam te słowa, jeżeli ktoś chciał mnie tym wkurzyć to jemu się udało.
- Spokojnie. - usłyszałam niski głos, a zarazem zachrypnięty lekko.
- Kim jesteś i czego chcesz? - rzuciłam obojętnie, chociaż nie było mi to obojętne, chciałam wiedzieć o co chodzi.
- Może i zgubiłaś ogon, jednak ja wiem gdzie jesteś. - głos po drugiej stronie urządzenia roześmiał się, tym samym wkurzając mnie totalnie. - Teraz to ty będziesz walczyć o swoje życie, jak inne twoje ofiary. - nie rozumiałam nic z tego, skąd on wie o tym, zaczynam się bać. Nie znam go, nie wiem do czego jest zdolny, a jego słowa trafiły we mnie jak małe szpilki. Nabrałam powietrza w płuca i je wypuściłam, wraz z całym gniewem. - Czemu milczysz, boisz się? - po raz drugi osoba po drugiej stronie zaśmiała się, zacinełam dłonie na kierownicy, czułam gniew i irytacje.
- Nie mam czego. - warknełam, taka też była prawda, nie bałam się śmierci. Była mi dobrze znana w każdym stopniu, przecież to ja zadawałam ją innym.
- To błąd. - nie zdąrzyłam nic powiedzieć, dźwięk zerwanego połączenia rozległ się po wnętrzu samochodu, miałam mieszane uczucia.
* Justin *
Dźwięk upragnionego drzwonka na przerwę lunchu, wyszedłam z klasy jako pierwszy, poczekałam chwilę na Maxa. Kiedy dołączył do mnie ruszyliśmy na stołówkę, gdzie Alfredo grzał nam stolik przy oknie, jak zawsze ten sam. Czułem się jak kiedyś, nic się nie zmieniło oprócz spojrzeń na mnie, jak na zabójcę. Wszyscy patrzyli na mnie jak na najgorszego, a przecież byłem jak oni, normalny. Tylko, że normalni ludzie nie zabijają, pod wpływem emocji, a ja tak. Nie wiem nawet jak ja tego dokonałem, byłem wściekły, a to to była chwila gniewu i potrzeby wyładowania się. Tamten chłopak wpadł na mnie przypadkowo, a ja go potraktowałem jak najgorszego, zatłukłem go tak po prostu. Teraz wszyscy oceniają mnie, że jestem niebezpieczny i bez uczuć, a tak nie jest. Chciałbym cofnąć ten czas, naprawić to i nie dać się złapać w sieć Sophi. Czułem dobrze mi znane perfumy, ona takie używała, delikatne, a zarazem charakterystyczne.
- Cześć Justin. - do moich uszu dobiegł znany mi dobrze głos i jeszcze te perfumy, dobrze wiedziełem, że to Sophia. Nawet nie miałem ochoty spojrzeć na nią, sam fakt, że jest w pobliżu. To wszystko się stało przez nią, ten chłopak, mój pobyt w klinice, depresja.
- Czego? - warknął Alfredo, w końcu wrócił na ziemie.
- Chciałam zapytać jak się czuje nasz Juss. - parchnął na jej słowa, spojrzałem na niego, a on na mnie. Widział, że nie mam ochoty siedzieć w jej towarzystwie, moja mina mówiła sama za siebie.
- Czuje się zajebiście bez takiej suki jak ty, a teraz spierdalaj. - warknął tym razem Max, byłem im wdzieczny, że chcą ją spławić. Stukot obcasów o podłogę dał nam do zrozumienia, że dała se spokój i odeszła, odetchnąłem z ulgą. Poczułem dłoń na swoim ramieniu, spojrzałem na Maxa. - Ona to robi specjalnie. - dodał, dobrze o tym wiedziałem, jednak nie potrafiłem przejść obojętnie obok tego wszystkiego. Kochałem ją, starałem się, a ona.. dobra koniec, musze zacząć żyć na nowo.
Kolejne lekcje mineły dość szybko, ale nie tak jak sobie to wyobrażałem, ona była wszędzie. Może to jest sprawdzian dla mnie, czy dam sobie rade, ale ja nie daje. Mam uczucia jak normalny człowiek, a ona po prostu wszystko mi przypomina. Głośny huk drzwi sporowadził mnie na ziemie, spojrzałem w kierunku, z którego dochodził dźwięk. Postać wkurzonego Alfredo nie uszła mojej uwadze, usiad wkurwiony na ławce, na przeciw mnie i schował twarz w dłonie.
- Co jest stary? - zmartwiło mnie jego zachownie, jest osobą którą ciężko wyprowadzić z równowagi, a widocznie komuś się udało.
- Marri zerwała ze mną. - głos mojego kumpla rozpadł się na milion kawałeczków, rozumiałem go w tym momencie. Tworzyli świetną pare, zawsze razem, a teraz już nie. - Najgorsze, że obwinia za to taniec. - wstał i zaczął chodzić w kółko próbując rozładować emocje, stopniowo wszystko z niego uchodziło, nzwet chęć do życia. Drzwi od szatni się otworzyły a za nich wyszedł trener, był zły, no tak 10 min spóźnienia.
- Długo mam czekać jeszcze? - rzucił poirytowanym głosem, wstałem i pociągnełem Alfredo do drzwi. Weszliśmy na sale, jak to zawsze miałem w zwyczaju, przejrzałem się w wielkim lustrze. Sala była pusta, nie było innych, tylko ja i mój kumpel. Zdezoriętowany spojrzałem na trenera, który przygotowywał muzykę, aby lepiej nam się ćwiczyło, może jesteśmy za wcześnie a trener źle spojrzał na zegarek. - No Bieber, musisz wrócić do formy. - rzucił rozbawiony tym faktem mężczyzna, teraz czuł się lepszy, bo nie dorównam jemu. Jednak mi to nie przeszkadzało, lubię się uczyć i teraz też tak jest. Ustawiłem się w odpowiedniej odległość od lustra, czekałem na dalsze instrukcje, co mam robić. Mordęga trwała 2h, przez które dostawałem opieprz, za brak formy, dobrze o tym wiedziałem, ale zawody za 3 tyg. Musiałem się sprężyć i ostro trenować, w końcu to kocham i chce walczyć. Opadłem na ławce w szatni, byłem kompletnie wyczerpany, nawet nie miałem siły się przebrać. Pod ścianą siedział Alfredo, dalej był pełen emocji, nawet trener nie potrafił do niego przemówić. Ogarnełem się w miare możliwości, pożegnałem z kumplem i trenerem, wyszłem z budynku. Rozejrzałem się po ulicy pełnej aut i dostrzegłem te same żółte auto, którym przyjechała ona. Wsiadłem w pośpiech do swojego BMW, ruszyłem za dziewczyną, ciekawiło mnie gdzie mieszka. Może dostałem obsesji, jednak postanowiłem krążyć za nią po mieście, chciałem wiedzieć o niej jak najwięcej. Czułem się jak jakiś seryjny morderca, który poznaje swoją ofiare, a potem kończy jej życie.
Wjechałem na podjazd przed domem, wiem gdzie mieszka i ten fakt mnie cieszy, chociaż znam ten adres, ale nie pamiętam skąd. Może kiedyś tam byłem i mi się zapisało w mózgu, że znam to miejsce. Jednak muszę stwierdzić, że nie jest z tych normalnych rodzin, owszem jej rodzice nie żyją, z tego co mi powiedziała, ale taki dom na rodzeństwo. Jej brat musi mieć własną firme albo być szefem jakiejś mafi, bo wątpie że normalna praca daje tyle kasy. Zadowolony z dzisiejszego dnia wysiadłem z auta, weszłem do domu, jak zawsze pachniało obiadem, a mój kochany brat Jaxon bawił się w najlepsze. Zawitałem do kuchni, gdzie mama coś pichciła, a Jaxon siedział na blacie i się temu przyglądał.
- Witam. - zwróciłem na siebie uwagę, mama posłała mi spojrzenie pełne troski, natomiast brat podbiegł do mnie i mnie przytulił. To dzięki nim jestem teraz tutaj, wróciłem do szkoły i jakoś staram sobie radzić dla nich.
Jak myślicie, kto śledził Naomi od sklepu, był to Justin czy ten mężczyzna z telefonu?
Czytasz = Komentarz
Rozdział 2 = 5 komentarzy.
Stop! To kto w końcu za nią jechał? Najpierw ten telefon, a potem Justin i te same auta! Pogubiłam się, ale i tak jest cudowny... Czekam na Nexta! :*
OdpowiedzUsuńKolejny rozdział jest supcio. Podoba mi się stylistyka pisania i rozdziały. Mam brak weny do pisania, przepraszam. Czekam na kolejny i faktycznie też jest mi ciężko połapać się kto ją w końcu śledził! / @spier_dalaj
OdpowiedzUsuńCudowny.. jak pozostały rozdział, podoba mi się cało kształt. Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńHeej <33 nominowałam cię do Liebster Awards więcej tu: http://sometimes-you-can-be-annoyed.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń