sobota, 11 stycznia 2014

[ 00 ]

Stałam przed domem pogrzebowym, w dłoniach trzymałam jego ulubione kwiaty, tak bardzo mi go brakowało. Podeszłam do podwójnych a zarazem dębowych drzwi, nacisnełam klamkę i weszłma do środka. Wszyscy byli ubrani na czarno, niektórzy płakali, najgorsze, że mnie obwiniali za jego śmierć. Ja nie chciałam, kochałam go, bardzo. Wchodząc w głąb korytarza dostrzegłam tablice z jego zdjęciami, był taki cudowny, opuszkami palców przejechałam po szkle. Chciałaby go teraz zobaczyć, przytulić, pocałować.. Czułam ból w sercu, w oczch łzy, go już nie było. Zbliżyłam twarz do szyby, ucałowałam jego usta, nie było to, takie same jak kiedyś. Wytarłam pojedyńcze łzy, które spływały po moim policzku, stawiałam kolejne kroki w głąb. Weszłam na sale, pod ścianą stała jego trumna a w środku on, podeszłam bliżej zachowując odpowiednią odległość jak inni. Szloch bliskich osób roznosił się po sali, czułam jak z moich oczu lecą łzy, przymknełam powieki. Tak barszo go kochałam, był dla mnie wszystkim a teraz nie ma go.

*  Mami! Mamusiu! Obudź się! - płakałam strasznie, moje mamusia nie żyje. Chciałam ją przytulić, chciałam aby się obudziła. Leżała i spała w białym i mięciutki łóżeczku, była ubrana w sukienkę od tatusia.  Opuścił nas, nie chciał mnie, ale mama była ze mną. Ona pewnie się obudzi, po śpi chwilę i wstanie jak zawsze, zrobi mi obiadek, pobawi się ze mną. Widziałam jak dwóch panów podchodzi do niej, zamykali jej łóżeczko, płakała, prosiłam aby tego nie robili, przecież mama tylko śpi, ona się obudzi.  *

Ktoś strasznie płakał, wyrwał mnie z moich myśli, otworzyłam powieki i spojrzałam na mojego ukochanego. Na trumnie leżała kobieta, strasznie płakał, to była jego matka. Ona mnie obwiniała o śmierć syna, ale ja go kochałam, nie potrafiłam bez niego żyć. Jej wzrok trafił na moją osobe, był pełen nienawiści i gniewu, cofnełam się w strachu. Podniosła się, chciała do mnie podejść, jednak jej mąż ją powstrzymał, szarpała się. Poczułam ucisk na ramieniu, ktoś ciągnął mnie do wyjścia, przecież miała prawo tutaj być, kochałam go. Łzy gromadzące się w moich oczach paliły, serce pękało, nie dali mi się z nim pożegnać. Czułam wszystkich spojrzenia, mordowali mnie nimi a ja przecież nic nie zrobiłam.
- Ja też go kochałam. - zdąrzyłam wypowiedzieć te słowa, ktoś mnie wyprowadził przed budynek i zamknął drzwi za sobą.

Czytasz = Komentarz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz