poniedziałek, 24 lutego 2014

[ 03 ]

Przytuliłem Jaxona do siebie, usiadłem przy wyspie i analizowałem każdy ruch mojej mamy. Śmiało mogę powiedzieć, że jest cudowna, zawsze chce dla nas jak najlepiej. Spojrzała na mnie z troską, dobrze wiedziałem o co jej chodzi, martwi się. Chciałem jej powiedzieć o tej nowej dziewczynie, jednak nie była by zachwycona, jest uprzedzona do wszystkich dziewczyn. Z rozmyśleń wyrwał mnie brat, który uparcie trząsł moim ramieniem, zachichotałem.
- Justin pójdziemy się pobawić? - nie potrafie mu odmawiać, więc dlaczego miałbym zrobić to tym razem, jest moim bratem i zapewne potrzebuje nnie tak samo jak rodziców. - proszę. - dodał przerywając cisze.
- A lekcje odrobiłeś? - zawiedziony blondyn poszedł zapewne do lekcji, nie lubi się uczyć, ma to po starszym bracie.
- Jak było? - czułem się w tym momencie jak Jaxon, kiedy wraca po szkole do domu, ja przecież jestem duży i takie pytania są zbędne, jednak nie dla wszystkich. Wiem, że się martwi, ale mogłaby darować sobie, takie pytania. - Może chociaż powiesz jak było na treningu? - staneła naprzeciw mnie, opierając swoje dłonie o blat wyspy. Mogłem spokojnie stwierdzić, że nie odpuści i będzie dopytywać.
- Normalnie, wypadłem z formy, musze się przyłożyć, w końcu box to nie jakiś tam taniec. - wstałem, chwyciłem jabłko z koszyka i ruszyłem do swojego pokoju, tam tylko mam cisze.
- Zaraz obiad! - głos rodzicielki zabrzmiał w korytarzu, trafiając we mnie z prędkością światła.
- Nie jestem głodny. - burknąłem, wbiegłem po schodach na górę, wprost do swojego pokoju, zamykając drzwi przy tym. Chwyciłem laptopa z komody, usiadłem na łóżku i odpaliłem sprzęt.

 Coś mnie kusiło, aby sprawdzić w wyszukiwarce informacje o tym miejscu. Wklepałem kilka liter na klawiaturze tworząc adres dziewczyny. Wyskoczyło mi jakieś zdjęcia, lecz jeden artykuł mnie zaciekawił, bez żadnego oporu weszłem na strone gazety.
- Córka znajduje zgwałconą i zamordowaną matkę. - przeczytałem na głos tytuł artykułu,  przeraziło mnie to trochę, jednak miałem zamiar przeczytać to i tak też zrobiłem. Kolejne słowa, zdania, utwierdzały mnie w tym, że to może być ona. Zdjęcia archiwalne były sprzed kilku lat, był na nich jej dom, ciało w worku. Tylko dlaczego miała kłamać, że się przeprowadziła i dlaczego pojawiła się w środku roku szkolnego w naszej szkole, to wszystko było dziwne. Jednak nie miałem pewności, że tu chodzi o nią, owszem zgadzało się kilka faktów: brat, adres, śmierć matki, ale co z ojcem i ta data. Wszystko działo się jakieś 10 lat temu, a jej rodzice nie żyją od niedawna. Zaczełem się gubić w tym, co jest jej życiem a co nie. Nie rozumiem siebie w tym wszystkim, nic o niej nie wiem, raz widziałem, a czuje jakbym znał ją przez dłuższy czas. Mam mieszane uczucia, chce ją poznać, ale z drugiej strony..

Do moich uszu dobiegły krzyki, zapewne z dołu, kolejna awantura. Wstałem w pośpiech z łóżka, na korytarzu zobaczyłem Jaxona, nie chciałem aby widział to wszystko. Kłótnie były tutaj na pożądku dziennym, kłócili się o błachostki, a najbardziej był mi szkoda młodego.
- Jaxon do pokoju! - wskazałem na drzwi przy których stał blondyn, nie posłuchał mnie, stał dalej. - Powiedziałem coś! - warknąłem, w końcu dotarło do niego, wszedł do swojego pokoju. Zeszłem na dół, krzyki stawały się coraz głośniejsze, co nie było miłe dla moich uszu. Weszłem do środka, mama stała przy blacie, płakała, a ojciec zapewne ją uderzył. Skupili wzrok na mojej osobie, ździwienie zawitało na ich twarzach.
- Wyjdź! - podniesiony ton rozniósł się po pomieszczeniu, jednak mnie to nie ruszyło, nie bałem się. Potrafie się bić, robie to od kilkunastu lat, zawody i wygrane. Może nie jestem jakimś tam królem walk, ale potrafie zrobić krzywdę. - Głuchy jesteś? - warknął, jego mięśnie były napięte, mnie to tylko bawiło. Jestem spokojnym człowiekiem, trudno mnie wkurzyć, chyba że jest to osoba na której mi zależy, to już inna bajka.
- Justin proszę weź Jaxona i wyjdźcie z domu. - błagalny ton mojej rodzicielki przemówił do mnie, nie chciałem jej opuszczać, ale Jaxon. Posłałem spojrzenie ojcu, zawinełem się na góre, młody siedział w swoim pokoju tak jak mu kazałem.
- Jaxon idziemy do parku. - nie musiałem powtarzać się, wstał i poszedł ze mną. Spacerowaliśmy po parku, on nie zadawał pytań, a ja nie musiałem odpowiadać. Jest młody, ale rozumie dobrze co się dzieje w domu, sam jest tego świadkiem.

* Naomi *
Weszłam do domu z zakupami, ku mojemu ździwieniu Samuel był już w domu, siedział w kuchni z laptopem. Weszłam do środka spotykając wzrok brata, był jakiś inny, zaniepokojony. Zaczełam rozpakowywać zakupy, odkładając je na swoje miejsca, po skończonnej czynności chciałam opuścić pomieszczenie i zająć się sobą, ale ciekawiło mnie czego on tak uparcie szuka w internecie. Zrobiłam sobie kawe, czekałam aż wyjdzie chociażby do toalety, po dłuższej chwili czekania wyszedł, bez żadnego oporu zajrzałam do jego laptopa. Zamórowało mnie, to co było w nim totalnie mnie zwaliło z nóg, a w oczach miałam łzy, okłamywał mnie. Przez tyle lat wmawiał mi coś co nie było prawdą, oszukiwał mnie na każdym kroku, teraz wiem skąd ma pieniądze na moje zachcianki. Jednka teraz nic nie chce, nawet tego co mam, nie od niego. Do kuchni wszedł Sam, wściekł się na widok mnie i jego laptopa, miałam to gdzieś.
- Jak mogłeś? - moje słowa posłałam mu wraz z goryczą i nienawiścią, brzydziłam się wszystkim co dotknełam za jego kase. Tyle cierpieliśmy przez niego, a teraz nagle on bierze pieniądze od niego, obiecywał.
- Jakim prawem wsadzasz nos do laptopa i to mojego? - warknął, jednak stał w tym samym miejscu, nie ruszył w moją strone.
- Brzydze się tobą jak i nim. - wytarłam spływające łzy po moim policzku, wyszłam z kuchni, chwyciłam torbę i  wyszłam z domu. Nie chciałam spędzać tam ani minuty dłużej, wszystko było oszukiwane, myślał że się nie do wiem.. napewno.

 Trzask drzwi wejściowych, które rozległy się pod siłą zapewne Samuela, doszedł do mnie. Jednak nie miałam ochoty na rozmowe z nim, jest taki sam jak ojciec, udowodnił to.
- Noami wróć! - krzyk rozszedł się echem po okolicy, nie reagowałam, miałam go gdzieś, nie istniał dla mnie już. Szłam dalej, chociaż wiedziałam, że nie odpuści, ma charakter po mamie. Na samą myśl o niej poczułam kolejne łzy na policzkach, pozwoliłam im spłynąć, miałam dość. Poczułam silny ucisk, a potem szarpnięcie, Samuel. Nie spojrzałam na niego, brzydziłam się wszystkim co jest za kase ojca, nawet nim.
- Jesteś kłamcą! - warknełam wypuszczając całą złość, która kumolowała się we mnie. Przycisnął mnie do swojego torsu, nie potrzebowałam go i tej udawanej czułości, odepchnełam go. Ździwienie malowało się na jego twarzy.
- Myślałaś, że jak wyciągałem cię z bidula to było mnie stać i na to abyś żyła jak teraz? - miałam ochote wybuchnąć mu w twarz, nagle teraz se przypomniał o tym, potrzebowałam go, płakałam po nocach aby mnie zabrał, ale nigdy nie powiedziałam mu o tym.
- Jesteś taki sam jak ojciec, mama cierpiała przez niego, a ja przez was obojga. - warknełam, wiedziałam że nie powinnam tego powiedzieć, ale emocje wygrały.
- Nigdy nie porównuj mnie do niego! - uniósł ton, na co zaragowałam dreszczem, nie lubiłam kiedy był w takim stanie. Bez słowa ruszyłam, chciałam po być sama, teraz, bez niego. - Gdzie idziesz? Wracaj do domu! - warknął, odwróciłam się do niego, zaśmiałam się na jego słowa.
- Nie twój interes i nie mam domu! - powiedziałam to co ślina przyniosła mi na język, szłam dalej, wisiał mi on i ten jego dom.
- Jeżeli nie wrócisz do 23 dzwonie na policje. - krzyknął, w odpowiedzi dostał mój śmiech, jednak nawet to mnie nie ruszyło.

Spacerowałam po parku, cisza pomagała mi wszystko ułożyć w myślach, teraz tego potrzebowałam. Nie wiem co będzie dalej, nie chce tam wrócić, owszem mam 18 lat, ale tutaj pełnoletnia jestem odpiero od 21 roku życia. Te prawo jest do dupy, chciałabym być już na własnym utrzymaniu, ale to nie takie proste. Usiadłam na ławce, chciałam zapomnieć, teraz wszystko się zmieniło, okłamywał mnie. Wszystko było za kase ojca, obiecywał, że nie nawiąże z nim kontaków, a tu proszę. Dostałam sms'a, dźwięk rozchodził się po parku, tworząc puste echo. Wyciągnełam telefon, numer zastrzeżony, nie chętnie otworzyłam wiadomość :

                         * Nie wszystko jest prawdą, ale widok Ciebie w parku zaskakuje. xxx *

Rozejrzałam się uważnie, ktoś mnie obserwuje, jednka nie wiem kto. Nie miałem ochoty uciekać, właśnie czekam na ujawnienie się tej osoby, ale co ona miała na myśli pisząc "Nie wszystko jest prawdą [...]"?  Zablokowałam klawiaturę, nie miałam ochoty odpisywać, w dupie miałam tą osobę i jej kroki w moją strone. Zamknełam powieki, skupiłam się na szczęśliwych chwilach.

A o to przed nami Rozdział 3. Jakie macie wrażenia?
Chciałam podziękować tym, co są ze mną i czytają moje wypociny.
Chciałabym was prosić o polecanie, komętowanie bloga. Odwdzięcze się jakoś, chociaż nie wiem jak. Komentujcie,  dla was to 3 min, a dla mnie motywacja do dalszego działania. 

Czytasz = Komentarz
Rozdział 4 = 5 komentarzy. 

5 komentarzy:

  1. Kocham Twoje opowiadanie, każdy rozdział jest zaskakujący.
    Wrażenia mam cudowne, jest to jedno z ff, które kocham czytać. /@fuck_noormality

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku cudowne :* Jednak się pogubiłam, raz prześladowca, teraz brat.. ciągle się coś dzieje. Czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
  3. boski rozdział czekam na nexta <3 justin4ever07

    OdpowiedzUsuń
  4. Omomomo... pisz dalej. Jestem ciekawa co będzie dalej. Cudowne. / @LeaHatred_pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny ! *.* Pisz dalej ! ;**

    OdpowiedzUsuń