środa, 12 marca 2014

[04]

* - Mamusiu patrz co dostałam od Samuela! - biegałam uradowana po kuchni, mój brat sprawił mi niespodziankę, bransoletka była cudowna. Cieszyłam się ogromnie, mój brat wydał na mnie swoje oszczędności, aby sprawić mi przyjemność. Tak bardzo go kocham, jest jedynym i cudownym bratem, nie oddam go.
Podbiegłam do mamy, pokazując otrzymany prezent, jej śmiech roznosił się po kuchni. 
- Cudowna. - ucałowała mój policzek, zachichotałam, oderwałam się od uścisku mamusi i pobiegłam do brata. Uściskałam go z całej siły, jaką posiadałam w swoim wieku, objął mnie ramieniem.
- Dziękuje! - wykrzyczałam mu do ucha, byłam zachwycona tym.
- Dal ciebie wszystko siostra. - powiedział dumnie, jego uśmiech zarażał mnie, był moim aniołkiem. *

Zaśmiałam się pod nosem na samo wspomnienie tego momentu, było to cudowne uczucie, byłam ważna dla niego. Teraz mam inne wrażenie, gdybym była ważna, to by mnie niw okłamywał. Zaciągnełam się powietrzem, było wymieszane z męskimi perfumami, co mnie troszkę ździwiło. Otworzyłam oczy i ujrzałam nie znajomą mi twarz, przestraszyłam się trochę. Uważnie zeskanowałam twarz nieznajomego, było w nim coś znajomego, może go widziałam kiedyś. Patrzył się tępo przed siebie, co mnie strasznie irytowało. Nic nie poradzę na fakt, że jestem w gorącej wodzie kąpana.
- Kim jesteś? - spytałam w miare spokojnie, nie chciałam aby wyczuł mój strach czy poirytowanie.
- Nie musisz tego wiedzieć. - zaśmiał się kpiąco, dalej patrząc się przed siebie. No co za dupek, dość, że nie wiem kim jest, to nawet nie raczy mnie spojrzeniem. Małpy go w zoo wychowywały czy orangutany w dżungli?
- To w takim razie powiesz mi czego chcesz? - skupiłam wzrok na miejscu, w które uparczie patrzył mój towarzysz, a raczej przybłęda. Nic ciekawego tam nie było, drzewa, ławka, trawa. Nie wiem co on w tym punkcie widzi, ale można dostać obłędu od patrzenia w nie.
- Powiedzmy, że mam dla Ciebie zlecenie. - spojrzał na mnie, te same tęczówki, doskonale je pamiętam.

* Trawa, koc, niebo i my. Kochałam takie popołdnia z moim ukochany, zawsze tylko my, z dala od wszystkiego i wszystkich.
- Jak myślisz, co będzie za kilka lat? - zapytałam go, patrząc w te cudowne brązowe tęczówki, kochałam je. Zawsze była w nich radość, pomimo bólu w środku. Przejechał dłonią po moim ramieniu, dając przy tym mi dreszcz, przyjemny. Zaśmiałam się delikatnie i wtuliłam bardziej w jego tors.
- Jak to co? My. - powiedział pewny siebie, tak jakby znał doskonale dalsze swoje i moje życie. *

- Słyszysz mnie? - wyrwałam się z tego toku myślenia, spojrzałam zdezorientowana na chłopaka obok. - O czym myślałaś? - nie wiedziałam skąd padło to pyatnie, może to moja wyobraźnia, a może on. Czułam mały mętlik w głowie, wszystko było inne niż 3 min temu.
- Jakie zlecenie? - spojrzałam niepewnie na niego, miał to coś w oczach. Dobra stop, nie wiem kim on jest i jakie ma zamiary ale musze się dowiedzieć.
- Zabijesz dla mnie kogoś. - powiedział spokojnie, w jednej chwili myślałam, że to żart. Jednak powaga sytuacji mówiła, że mam się bać i tak też było. Całkowicie mnie zamurowało, gdybym była w jakiejś kreskówce to napewno dawno bym zgubiła szczenkę.
- Hahaha ale się uśmiałam. - rzuciłam sarkastycznie, nie wiem w czym tkwie ale napewno to nie jakaś komedia.
- Nie masz wyjścia. - zaśmiał się i wstał. - Mogłaś nie zabijać ich. - dodał, po czym poraz drugi zaśmiał się, lecz po chwili spoważniał. Przez myśli przeleciało całe moje mordercze życie, nie wiedziałam jakim cudem on wie. Może mnie śledzi od lat, wie o każdym moim ruchu, co robie.
- Kim ty do cholery jesteś? - wstałam z ławki, czułam narastającą irytację. Jakby ktoś kręcił film i nie powiadomił mnie o tym, a ja jak głupia w tym gram.
- Uspokuj się. - zasalutował mnie, co bardziej potęgowało moje wkurzenie. Nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi, dlaczego ja. Poczułam silną dłoń, która oplotła moją talie, na co się wzdrygłam. - Cicho bądź. - warknął, zdałam sobie sprawę, że to ten sam chłopak. Miałam ochote wywalić mu, pokazać, że nie lubie takich zabaw, ale jest ryzyko, że mi coś zrobi. Stałam nieruchomo, strach stopniowo paraliżował moje ciało, a widok funkcjonariuszy policji potęgował go. Bałam się bardziej, jeżeli mnie szukają, to leże, ale z drugiej strony on. Skoro tak zaragował i przykleił się do mojego ciała, to może jego szukają.
- Ohh.. Ciekawe kogo szukają? Może ciebie? - rzuciłam wbijając wzrok w policjantów, nie wiedziałam co tutaj może się wydarzyć. Bałam się, że to mnie szukają, przecież mnie podejrzewali, a dowody mogły napłynąć. Nie zniose życia w więzieniu, patrzenia na kraty i tych wszystkich gwałcicieli, morderców.
- Stul się, Ciebie też mogą zamknąć. - warknął wprost do mojego ucha, podskoczyłam. - Odezwę się niedługo. - jego oddech drażnił mój kark, czego nie lubiałam. Jednak po chwili ustało, jego dłonie znikneły. Zdezorientowana odwróciłam się do tyłu, jego nie było, super. Normalnie jak tania komedia sensacyjna z kiczowatą fabułą. Dziwnie się czułam, miałam mieszane uczucia, ale nie wiedziałam jak to nazwać. Ruszyłam jak najdalej stąd, gdzie się nie pojawie, zawsze coś. Czy ja musze mieć zawsze takiego cholernego pecha, o co chodzi?

Szłam chodnikiem do bramy głównej parku, chciałam znaleźć się już w domu. No tak, ja nie mam domu, nie wróce tam. Gdybym wiedziała o tym wcześniej, napewno bym nie zgodziła się na coś takiego. Poczułam dość mocne uderzenie w uda, co skupiło mój wzrok. Był blondyn, miał ciemne oczy i po części był podobny do... um.. Justina? Nie to nie możliwe, dla pewności rozejrzałam się aby potwierdzić, braku obecności Justina. Niestety, zbliżał się w naszym kierunku. Od razu zaczełam analizować plan, jednak nawet na to nie miałam chęci. Wszystko krążyło wokół tego chłopaka, co rozmawiał ze mną.. był tak podobny do Josha.. Co ja do cholery bredze, to wszystko, za dużo tego. W tym samym momencie męskie perfumy drażniły moje zmysły, nie musiałam zgadywać aby wiedzieć od kogo tak pachnie. Mimowolnie zaśmiałam się ood nosem, nawet nie potrafie określić dlaczego.
- Widzę, że Jaxon masz dobry gust. - melodyjny głos wydobył się z ust chłopaka, a więc ten mały to Jaxon. Justin, Jaxon ciekawe kto jeszcze u niego w rodzinie ma imię na J.
- To nie chcący. - powiedział zakłopotany chlopczyk, posłałam mu uśmiech, jednak szybko wróciłam wzrokiem do Justina. Te jego hipnotyzujące oczy wpatrywały sie w moją osobę, co było nawet krępujące.
- Myślę, że kawa powinna załatwić cały wypadek. - pewny siebie Juss uśmiechnął się zalotnie, czego nie potrafiłam nieodwzajemnić. Powinnam realizować mój plan, a nie sama poddawać się jego zalotom.
- Może.. - przygryzłam delikatnie dolną wargę, na co chłopak przechal swoim językiem po wardze. On naprawdę nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo kusi.
- Znam kawiarnie niedaleko. - ruszyliśmy przed siebie, oczywiście Justin obok mnie. Miałam wrażenie, że ktoś mnie dalej obserwuje. Może mam jakieś urojenia. Niepewnie obejrzałam się dookoła siebie, co przykuło uwagę chłopaka. - Wszystko dobrze? - nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, no ale przecież nie powiem mu co się dzieje. Wtedy bym wszystko zepsuła napewno, a tego teraz nie chce.

Kelnerka przyniosła nam kawe, a małemu lody. Siedzieli obok siebie, a zarazem na przeciwko mnie, dzięki czemu miałam lepszy widok na nich. Obaj byli przystojni, napewno Jaxon bedzie wyrywał wiele dziewczyn. Justin uważnie mnie obserwował, co nie dało się nie zauważyć. Otwierał usta w celu wypowiedzenia czegoś, ale po chwili rezygnował. No ale skoro nie chce mówić, to nie będę nalegać, może ma powody. Od kąd weszliśmy była niezręczna cisza, chciałam ją przerwać, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć.  Moj wzrok przykuło dwóch mężczyzn, którzy weszli do kawiarni. Nie mieli nic ciekawego w sobie, aby zwrócić konkretną uwagę.
- Szukamy Naomi Lewis i Justina Biebera. - rzucił jeden z mężczyzn, moje serce zamarło. Dlaczego ktoś nas szuka, i co mamy z tym oboje wspólnego. Niepewnie spojrzałam na Justina, który sam nie wiedział o co chodzi.
- Zależy kto pyta. -odezwał się Juss, dwóch mężczyzn zbliżyło się do nas, po czym sięgneli za siebie i wyciągneli broń. Stop! Broń! Czułam panike, strach, wszystko co możliwe. Jaxon zaczął się chować w ramionach Justina, a ja siedziałam nieprzytomna. Wszystko dzialo się tak szybko, huk, ból, zimno.
- Josh Mirror - usłyszałam jedyne słowa, potem nicość mnie zabrała. Nie wiem co się stało, co z Justinem? Gdzie ja jestem, co teraz?

Jak rozdział 4? No trochę się działo, pewnie pogubiliście się o co chodzi. 
Jak myślicie co Justin i Naomi mają wspólnego z tym wszystkim i kim jest Josh Mirror? Noo mam nadzieje, że wam się podoba.

Czytasz = Komentarz
Rozdział 5 = 10 komentarzy

3 komentarze:

  1. Awww *.* To jest zajebiste ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no no Fajne :D ale zgodzę się z tb w pewnym momencie się zgubiłam xD ale fajne ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń